Bimber, który pędził na ratunek.

Bimber zawsze gdzieś pędzi. Skąd pędził wzdłuż ruchliwej drogi, gdy go znaleźliśmy? Nie wiadomo. Jechała Dorota z psami do lecznicy, zobaczyła małego psiaka sunącego wzdłuż jezdni, zatrzymała się i zabrała. Całe cztery kilogramy yorka zarośniętego tak, że wyglądał jak samojezdny mop.  Ogłaszałyśmy, szukałyśmy właściciela, bo psiak młody, 2 lata. Nikt się nie zgłosił. Może kolejny niesprzedany towar z pseudohodowli w okolicy. Nie wiemy, gdzie jest, ale to nie pierwszy rasowy pies błąkający się po wiejskich drogach w naszym terenie. Którego nikt nie szuka.  

Bimber szybko zadomowił się i zaprzyjaźnił ze stadem. Żwawy, szybki jak żywe srebro, zawsze w biegu i zawsze skory do zabawy. Ale dwa dni później, wypuszczony na poranną toaletę na podwórze, podważył ciężką płachtę wysłaniającą bramę wjazdową i przecisnął się między prętami. Kilka godzin później był już kilkanaście kilometrów dalej, w innej wsi. Odzyskałyśmy go dzięki ogłoszeniom w okolicznych mediach i wyznaczonej nagrodzie. Ale dzięki temu, że Bimber znów popędził przed siebie uciekając z Domu Nadziei, szukając go znalazłyśmy Rozę i uratowałyśmy jej życie.  Ale o tym w następnym odcinku Pechowców. Dzisiaj Bimber prosi was o datki na ratowanie pechowców które miały to szczęście, że znalazł je Dom Nadziei, albo one znalazły drogę do Dom Nadziei. 

Zbiórka na ratowanie pechowców:   https://www.ratujemyzwierzaki.pl/pechowcy