Krótka historia jednego rozmnażania

Przyjechały do nas 14.03. 2022. 5 psich osesków jeszcze ślepych. W typie Shih Tzu, a może i czystej rasy .

Trafiły w wyniku łańcucha pomocy, którego byłyśmy chyba piątym ogniwem. Wiedziałyśmy, że ich matka walczy o życie gdzieś w lecznicy. Wiedziałyśmy, że osoba, która zawiozła matkę, próbowała ratować cały miot, ale ponieważ nie znała się na tym, cztery szczenięta straciła zanim poprosiła o pomoc. Wahała się kolejne dwa dni, czy pozostałą piątkę przekazać do ratowania. W efekcie pierwsze z przywiezionych szczeniąt zgasło dwa dni później, a 10 dni później – kolejne dwa, które nie przybierały na wadze mimo karmienia butelką co 2-3 godziny. Z 9 szczeniąt przeżyły dwa.

Pocztą pantoflową udało nam się odtworzyć prawdopodobny przebieg wypadków: pani rozmnożyła swoją sunię Shih Tzu, czy z głupoty i przesądnej wiary, że macierzyństwo psu potrzebne, czy dla zysku – nie wiem. Miot był liczny, wykończył matkę. A ze szczeniętami pani nie była w stanie rozstać się na czas.

Kochani, to nie jest miłość do zwierząt. Jeżeli jest w takim postępowaniu jakakolwiek miłość, to do posiadania zwierzęcia w najlepszym razie, w najgorszym- miłość do pieniędzy kosztem wyzysku zwierzęcia.

Nie baw się w rozmnażanie tylko dlatego że masz rasowego psa. Pies nie marzy o macierzyństwie. Nie potrzebuje rodzić. A posiadacz rasowego psa nie mając wiedzy o doborze puli genowej niech nie bawi się w hodowcę.