Ranny w szyję, znaleziony przy S7

Koniec października, Dorota i Wiolka Maślanek z PTONZ (Pionkowskie towarzystwo opieki nad zwierzętami) zawiozły 3 szczeniaki odebrane od rozmnażaczki do Teresina do Anki Szukiewicz, na drugie nasze DT.

Wracając, zauważyły już na terenie gminy Białobrzegi psa koczującego pod wiaduktem przy drodze dojazdowej do S7 (którą się poruszały). Zjechały, psa udało się złapać. Koczował tam już od kilku dni. Jakby czekał aż po niego wrócą?

Wychudzony, wygłodzony, pełno kleszczy, przerażony.

Na szyi rana od sznurka lub linki, na całym ciele drobne ranki, jakby jednak go samochód potrącił. Duży guz na szyi, który okazał się wielkim ropniem.

Ma wnętractwo (jądra zostały  w jamie brzusznej), ale nie można operować, bo ma również babeszjozę, którą trzeba wyleczyć. Ma również zwichniętą kość udową, będzie konieczna operacja – to samo co u Dyzia.

Pies ma niecałe cztery lata, brakuje mu jednego kła.

Żył w poniewierce i cierpieniu, zmarłby powolną i bolesną śmiercią, bo tak za bija babeszjoza. Dzisiaj pewnie by już nie żył.

Nie wiadomo co przeszedł, ale na pewno, nie były to dobre rzeczy.

Jest u nas, Dorota wprowadziła go do stada. Chodzi za nią krok w krok, nie odstępuje ani na chwilę.

https://pomagam.pl/9kp9rp